Wyzwalaczem niepokojów była po cichutku przeprowadzona i podpisana ustawa pn. ACTA. Młodzież bojąc się o fejsa, demoty czy ściąganie muzyki i filmów postanowiła niezadowoleniu dać wyraz. Do zupełnie niezorientowanych w czym rzecz, broniących kwejka i bestów, dołączyli inni z ogólniejszymi, antyrządowymi hasłami.
Do manifestujących próbowali dołączyć politycy. Chyba ze wszystkich ugrupowań z wyłączeniem PO i PSL. Ci idą w zaparte, że być może były jakieś błędy, ale przecież zawsze można usiąść do dyskusji. Ten sam motyw pojawił się na przełomie roku, kiedy to Arłukowicz wszystko tłumaczył nieporozumieniem i emocjami. I chociaż klamka zapadła, to zapraszał do debat. Tusk teraz to samo: podpisał i zaprosił do konsultacji. Oni po prostu obrażają moją inteligencję...
Jeszcze dziś z tych protestów nic nie będzie, Tusk czy inny Boni zorganizują debatę z Internautami, obiecają wprowadzić do konstytucji nieusuwalność fejsa z komórek i będzie spoko. Ale za jakiś czas, kiedy da o sobie znać frustracja z dużo poważniejszych powodów, dzisiejsi bezrobotni wyślą Tuska i towarzyszy na zieloną trawkę. Nie wyspę.
Zielona trawka dla Tuska! To moja, konserwatywna, wersja sloganu lewaków...
W tle niezauważone przeszły ważne sprawy. Jedną z nich jest budżet. Otóż Vincent-Rostowski poinformował nas, że na tle Europy nie mamy się czego wstydzić. Co więcej obiecał, że w roku 2015 z deficytem zejdziemy do 1 proc. PKB, a dług publiczny spadnie do 47 proc. PKB. Szkoda, że nie powiedział co będzie z nami na przednówku...
Facet, który musi nowelizować budżet co pół roku - czego nie jest w stanie przewidzieć - obiecuje nam co będzie w 2015? Znowu mnie obraził...
Tymczasem Tusk jedzie do Brukseli walczyć o miejsce przy stole w zamian za podpisanie paktu fiskalnego, którego oprócz Niemiec i Francji nikt nie chce. Co więcej, nie ma zamiaru zdradzić posłom stanowiska negocjacyjnego Polski w tej sprawie.
Posłowie są oburzeni, a ja nie: przecież on sam nie ma pojęcia...

0 komentarze:
Prześlij komentarz