wtorek, 20 grudnia 2011

Jak nie mamy, jak mamy

1. Deficyt budżetowy Polski, liczony oficjalnie po listopadzie br wyniósł 21,56 mld zł, co daje 53,6 proc. deficytu planowanego na 40,2 mld zł.

2. Vincent-Rostowski sięga po rozpaczliwe sztuczki księgowe (wykup bonów, krótka sprzedaż obligacji samorządom) tylko po to by poprawić procenty zadłużenia (sam wykup bonów - 0,15 proc.) - co oznacza, że jesteśmy blisko progu 55 proc.

3. Mamy otwartą linię kredytową w MFW na 30 mld dolarów (za co płacimy) - to oznacza, że to jest nasz ratunek na czarną godzinę (nb. czarną godzinę mamy odkąd Tusk z towarzyszami objęli władzę).

4. Ten sam minister finansów zawiadamia nas, że pożyczymy innym 6 mld euro lub więcej, ale nie więcej niż 10 mld. Jak znam rządzących będzie to więcej niż 10 mld (w życiu słowa prawdy nie powiedzieli). Przyjmijmy, dla łatwego rachunku, że to będzie 10 mld euro.

5. Skoro pożyczymy innym - znaczy mamy. 10 mld euro to ponad 45 mld złotych.

6. Dlaczego mamy zaplanowany deficyt na ponad 40 mld (i kolejny na rok przyszły) skoro mamy 45 mld dla innych, czyli de facto deficytu nie mamy? Czyli de facto pożyczamy innym sami siebie zadłużając? A oprocentowanie naszych długów jest kilka razy wyższe niż oprocentowanie naszych wierzytelności. Na tym tracimy. I jeszcze na tym, że pewnie zwrotu pożyczki nigdy nie obejrzymy...

7. Skoro nie mamy deficytu, to skąd się biorą sztuczki księgowe Vincent-Rostowskiego? Skąd planowany w budżecie, w rzeczywistości zapewne znacznie gorszy dla nas, rok nadchodzący? Może jednak mamy.

8. O co tu chodzi? Co w takim razie kupujemy tak drogo?




0 komentarze:

Prześlij komentarz